sobota, 29 października 2016

"Prestiż"- recenzja filmu.

Cześć!
Uświadomiłam sobie, że w tym roku szkolnym wyjątkowo nie mam czasu na czytanie, a co się z tym wiąże, recenzji książkowych będzie duuużo mniej. Przepraszam, sama tego nie przewidziałam. Za to obiecuję, że nie zabraknie recenzji filmowych i innych wpisów. Nie zapomnę o Was, jeśli Wy nie zapomnicie o mnie.

Co mówi opis?
Thriller utkany z iluzji, intrygi i śmiertelnego niebezpieczeństwa. Opowieść o dwóch iluzjonistach między którymi rodzi się zażarta rywalizacja  przeradzająca się w wojnę na sztuczki i nieposkromione pragnienie odkrycia tajemnic zawodowych rywala. 

Co mówię ja?
Opisów krótki, ale co więcej można powiedzieć, nie zdradzając ważnych wątków tego filmu, do których trzeba dojść samemu? 
Oglądałam "Prestiż" dwa razy- największe wrażenie robi za pierwszym razem. Podobny do "Iluzji", chociaż jest w nim dużo mniej akcji, która trzyma w napięciu. Szczerze mówiąc za drugim razem przez pierwsze pół godziny się nudziłam, bo nie musiałam już układać sobie wszystkiego w głowie, starałam się skupiać na dialogach i wyłapywać niuanse, których wcześniej nie zauważyłam, a to jest w tego typu filmach bardzo ważne. 
Nie patrzyłam wcześniej na tę produkcje pod kątem gatunku science fiction, więc ciężko było mi ogarnąć niektóre wątki. Mówię głównie o tym z tajemniczą maszyną do wykonywania Znikającego Człowieka. Patrzyłam na to zbyt realnie, próbowałam tłumaczyć to sobie jakoś "życiowo", ale za drugim razem nie miała z tym problemu. Doszło do mnie, że jednak wszystko tu jest możliwe, że nie trzeba trzymać się praw fizyki, że można rozumować inaczej. 
Rozwiązanie wątku Bordena bardzo mnie zaskoczyło- to było niby jedno z bardziej przewidywalnych rozwiązań, ale właśnie dlatego nie brałam go pod uwagę. Sprytne zagranie ze strony scenarzystów. 
Uwielbiam filmy, podczas których ma się niezły mętlik w głowie i stopniowo wszystko zaczyna się wyjaśniać, ale najważniejsze aspekty są wytłumaczone pod koniec, w kulminacyjnym momencie. To niesamowite uczucie oczekiwania na rozwiązanie towarzyszy przede wszystkim filmom o iluzjonistach.
Zakończenie "Prestiżu" jak najbardziej robi wrażenie, to nie podlega dyskusji. Do tego jeszcze długo po zakończeniu seansu widz zastanawia się, "dlaczego...?". Na pewno nie jest to produkcja dla fanów romansów, którzy lubią mieć wszystko podane jak na tacy. Trzeba sporo główkować.
Jeżeli chodzi o obsadę, wystarczy spojrzeć i gołym okiem widać, na jak wysokim poziomie jest gra aktorska. Christian Bale i Hugh Jackman w głównych rolach, Scarlett Johanson jak asystentka iluzjonisty spisali się idealnie, ciężko znaleźć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Jeśli jeszcze nie oglądałeś tego filmu, to koniecznie musisz to nadrobić. Jednak podczas oglądania radzę się skupić, żeby później nie mieć problemów z połapaniem się w fabule. 

To tyle na dziś, napisz mi w komentarzu co sądzisz o mojej recenzji lub o "Prestiżu". Pamiętaj, komentarze bardzo mnie motywują! 
Miłego długiego weekendu :)

Piosenka na dziś-> Side to Side - Ariana Grande ft. Nicki Minaj | Macy Kate Cover
Cytat dnia: ",,,pisnęliśmy i my zarazem zwycięsko jak i rozpaczliwie, za wszystko co straciliśmy i za wszystko, co mieliśmy zyskać." -"Osobliwy dom pani Peregrine"

piątek, 21 października 2016

"Osobliwy dom Pani Peregrine"- recenzja filmu.

Cześć!
Przyszedł czas na pierwszą recenzję po długiej przerwie. Co prawda nie książkowa, bo filmowa, ale myślę, że to nie problem. Będzie mi niezmiernie miło, jeżeli zostawisz pod tym wpisem komentarz. A teraz nie przydłużam, zapraszam!
Co mówi opis?
Wizjonerski reżyser Tim Burton, przedstawia ekranizację pierwszej z cyklu bestsellerowych powieści Ransoma Riggsa. 
Podążając za wskazówkami, które zostawił mu ukochany dziadek, Jake odkrywa, że istnieje niezwykły świat poza czasem i przestrzenią, a w nim niezwykłe miejsce, zwane „Osobliwym domem pani Peregrine”. Jake poznaje niesamowite moce mieszkańców domu i dowiaduje się, że mają oni potężnych wrogów. Wkrótce przekona się, że jeśli chce ocalić swych nowych przyjaciół, musi nauczyć się korzystać z ”osobliwości”, którą sam został.

Co mówię ja?
Tak, przeczytałam książkę przed obejrzeniem filmu. Nawet dwie części- aktualnie jestem w środku trzeciej, jej recenzja niewątpliwie tu zagości. I tak, byłam mocno zirytowana, gdy wychodziłam z sali kinowej. Przez ostatnie 5-7 minut seansu powtarzałam w kółko "co, co, co...". Nie mogłam się połapać. Najbardziej denerwował mnie fakt, że fabułę przekształcili w taki sposób, by móc zakończyć kręcenie na jednej części. To było po prostu za proste. Nie jestem w stanie opisać wydarzeń z książki nie pomijając po drodze ważnych wątków- film za to mogę powtórzyć od początku do końca. Typowy schemat- dobro, zło, szczęśliwe zakończenie.
Gdyby tak uznać, że książka nigdy nie powstała, jedyną irytującą rzeczą w tej produkcji byłby polski dubbing, który mogę śmiało uznać za bardzo słaby.
Było kilka faktycznie dobrych scen- m.in przebudzenie Victora. Eva Green jako pani Peregrine miała swój urok, chociaż wyobrażałam sobie tę postać zawsze jako poważną, pomarszczoną staruszkę. Jednak myślę, że aktorka jak najbardziej stanęła na wysokości zadania i olśniewała za równo urodą jak i charyzmą.
Potrzebowałam kilku minut, by załapać wszystkie zmiany w wieku, wyglądzie, imionach i osobliwościach postaci. Zastanawiam się, w czym tak bardzo przeszkadzałoby trzymanie się powieści w tych kwestiach, ale no nie będę wnikać. Najciężej było mi pogodzić się z tym, że Olive została przedstawiona jako nastolatka władająca ogniem. Totalne nieporozumienie.
Do kina dodatkowo ciągnął mnie fakt, iż jest to film w reżyserii Tima Burtona- i faktycznie, było to widać, ale momentami miałam wątpliwości. Podczas sceny walki z głucholcami (lub głuchopiorami, jak to zostało przetłumaczone) zasłaniałam oczy- oczywiście nie ze strachu, bardziej z zażenowania. Gonitwa po parku rozrywki, do tego ta nie pasująca do sytuacji muzyka. Mimo to byłam pod wrażeniem pomysłowości scenarzysty, jeżeli chodzi o scenę z dwoma Jake'ami, jeżeli mogę tak to ująć. Spodobało mi się to.
Muszę wspomnieć o wątku osobliwych bliźniaków, o których w książce nie było zbyt wiele powiedziane. Spodobało mi się to, że w filmie było ich więcej i poznaliśmy tajemnicę, a mianowicie dlaczego mają swoje białe kombinezony. Świetnie pomyślane.
Sama produkcja jest piękna złożona wizualnie, bardzo przyjemnie się ją oglądało. Do tego cudowna muzyka- początek mnie urzekł, to była jedna z najlepszych scen. Mówię o samiutkim początku, gdy po ekranie przewijały się zdjęcia osobliwych dzieci. Nie do końca podobały się urwane przejścia między scenami, czasem ciężko było się połapać, czy to kontynuacja, czy zmiana sytuacji.
Do tej pory jestem zachwycona scenerią samego sierocińca- budynek oddawał klimat zawarty w powieści. Do tego ogród z kolorami tak żywymi, że aż raziły w oczy. Nie przeszkadzało mi to.
Wypowiem się jeszcze krótko co do Asy jako Jacoba- pasował do niej niesamowicie. Za równo wyglądem, jak i ruchami i mimiką twarzy. Cieszę się, że to właśnie on otrzymał tę rolę.
Pochwalę się jeszcze. Byłam na tym filmie z przyjaciółką, która nie lubi czytać książek. Po wyjściu z sali kinowej uznała, że chce koniecznie przeczytać :"Osobliwy dom...", bo musi wiedzieć, jak to wyglądało pierwotnie. Nawróciłam jedną duszę♥

Dziękuję, że przeczytałeś tę recenzję. Zostaw pod wpisem komentarz, będzie mi niezmiernie miło:)
Miłego dnia!

Piosenka na dziś-> I See Fire - Ed Sheeran (Janet Devlin cover)
Cytat dnia: "Dear God, if I ever lose my hope please show me, that you're plans are better than my ideas."

sobota, 15 października 2016

Zacznijmy od nowa.

Cześć,
nie mam pojęcia, jakimi słowami witać się ponad półrocznej przerwie, nigdy wcześniej tego nie robiłam. Jeżeli akurat to czytasz, to oznacza, że musiałeś kliknąć w link. Może trafiłeś tu przypadkiem, ale jeżeli dotrwałeś aż do trzeciego zdania tego wpisu to oznacza, że jednak jesteś ciekawy tego, co chcę przekazać. W takim razie kończę zbędne przydłużanie.
Zacznijmy od początku.
Bardzo możliwe, że mnie znasz. Czytałeś moje recenzje przed przerwą, pewnie Ci się podobały, skoro wróciłeś. Jest mi z tego powodu niezmiernie miło, naprawdę. Jeżeli jednak nie kojarzysz mnie nawet w najmniejszym stopniu, postaram się streścić swoją skromną osobę w kilku zdaniach.
Nazywam się Julia, w internecie przedstawiam się jako Kuinawi. Moim życiem zawładnęła muzyka. Uczę się w gimnazjum muzycznym, śpiewam też w chórze opery. W przerwach między rutyną a niezwykłymi wydarzeniami czytam książki, kiedy mam więcej czasu kocham oglądać filmy. Interesuję się hollywoodzkim środowiskiem, uwielbiam czytać o Oscarach, kulisach powstawania produkcji, więc jeżeli natknąłeś się na coś ciekawego, proszę, podeślij mi to. W komentarzu, na maila, na facebooku. Posiadam większość istniejących mediów społecznościowych.
Jestem marzycielką, kocham uświadamiać ludzi, że cokolwiek by się nie działo, życie jest piękne. Zmieniłam nastawienie do życie o 180 stopni, pokochałam je. Zaczęłam świadomie odróżniać dobro od zła. Po prostu stałam się lepszym człowiekiem.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że powrót nie będzie łatwy- nie miałam wielu czytelników, większość wyświetleń to były przypadkowe wejścia, a jednak mam nadzieję, że uda mi się zdobyć zaufanie kilku osób i znów odnajdę sens pisania recenzji i własnych przemyśleń.
Nie obiecuję, że wpisy pojawiać się będą co tydzień- poprzednio mocno trzymałam się tej zasady i to był błąd, często pisałam o niczym, oby obiecany post się pojawił. Tym razem chcę tego uniknąć.
Jeżeli doczytałeś to do końca, myślę, że będziesz jedną z tych osób, które będą zaglądać tu częściej, może nawet regularnie, Będę zaszczycona. Witam Cię w moim świecie i życzę miłego dnia!

Julia.

środa, 29 czerwca 2016

Zawieszam bloga!

Cześć!
Ociągałam pisanie tego posta, nie chciałam, by się pojawiał, ale już nic mnie nie motywuje.
Pamiętam, jak w kwietniu już miałam zamieszczać taki sam wpis, ale pod recenzją jednej z książek zobaczyłam ponad 1000 wyświetleń. Dało mi to ogromnego kopa, nabrałam chęci do pisania. Teraz, gdy widzę pod recenzją 30 wyświetleń czuję, że moje starania idą na marne, bo pewnie 20 z tych 30 wejść to tylko takie "wejdę, zobaczę co to i wyjdę", bez czytania recenzji. 
To dobry czas, żeby zrobić sobie przerwę. Może wrócę, jeżeli znów będę miała wenę.
Jeżeli w ogóle to czytasz, życzę Ci cudownych wakacji przesiąkniętych słońcem i dobrą zabawą. Zajrzyj tu jeszcze kiedyś, może akurat natkniesz się na mój "wielki powrót". 


Do napisania!
Kuinawi

sobota, 25 czerwca 2016

"Pokój"- Emma Donoghue

Cześć!
Statystyki spadły mi drastycznie, ale nie dziwi mnie to- bardzo zaniedbałam bloga, ale to przez brak czasu. Tak, wiem, ciągle się tak tłumaczę, ale uwierzcie, sama myślałam, że ostatni tydzień nauki
będę miała wolny, a okazało się, że było zupełnie odwrotnie. Na szczęście już od poniedziałku oficjalnie rozpoczynają się wakacje i naprawdę postaram się trochę rozruszać stronę. Szczerze mówiąc boję się o recenzję, bo jestem w trakcie "Szklanego miecza" już od miesiąca i kończenie tego idzie mi naprawdę opornie. Napiszcie w komentarzu, czy Wam też tak wolno to szło. Nie chcę zostawić tej serii bez skończenia, ale z drugiej strony baaardzo się z nią męczę.
A teraz zapraszam do przeczytania recenzji przecudownej powieści "Pokój". Napracowałam się nad pisaniem tej opinii, więc będzie mi miło zobaczyć chociaż kilka komentarzu na jej temat.

Podstawowe informacje!
Oryginalny tytuł: "Room"
Autorka: Emma Donoghue
Liczba stron: 419
Wydawnictwo: Sonia Draga


Co mówi opis?
Porywająca historia o matce i synu oraz ich miłości pozwalającej przetrwać to, czego przetrwać niepodobna. To powieść przejmująca, chwytająca za serce, poruszająca najczulsze struny naszej wrażliwości.

Co mówię ja?


Po przeczytaniu tej książki jestem za razem zachwycona i zdruzgotana.
Opowiedziana historia pod żadnym względem nie jest prosta do zaakceptowania, do tego opowiedziana oczami małego chłopca, więc wiele sytuacji jest przedstawionych jakby okrężną drogą, bo wiadomo, że dziecko wszystko rozumie trochę inaczej. Do tego jeszcze TAKIE dziecko, które pierwsze 5 lat swojego życia spędziło w zamknięciu i gdy wychodzi na zewnątrz dosłownie nie potrafi żyć.
Z pewnością nie jest to powieść dla osób o słabych nerwach. Ja sama, chociaż doskonale wiedziałam, jak wszystko się potoczy, bo wcześniej obejrzałam film, strasznie się stresowałam. Bardzo ciężko jest pogodzić się z faktem, że wszystko oparte jest na sprawie Josepha Fritzla, która działa się naprawdę. W ogóle nie umiem sobie uświadomić, że po Ziemi chodzą tacy ludzie i oddychają dokładnie tym samym powietrzem co każdy przeciętny, niczym nie wyróżniający się człowiek.
Wielkie uznanie dla autorki za to, że podjęła się napisania książki o tak trudnym temacie. Dodatkowym utrudnieniem na pewno był język, jakim powieść została napisana- słowa poprzekręcane przez dziecięcą główkę dla dorosłej osoby są na pewno nie lada wyzwaniem.
Świetnie przedstawione sprzeczne emocje matki i syna. Kobieta zamknięta od 7 lat po wyjściu ze swojego dotychczasowego więzienia w końcu może wrócić do normalnego życia i początkowo jest tym zachwycona, co jest oczywiście uzasadnione oraz chłopiec, dla którego Pokój stał się domem, a opisane w historii "Nazewnątrz" mocno go przeraża. Przyzwyczaił się do pewnych norm i reguł, takich jak Niedzielna Rozpusta czy karmienie piersią, a gdy w otaczającym go świecie zaczyna tego brakować, nie potrafi się z tym pogodzić. Każda scena kłótni między matką a synem wywoływała we mnie bardzo burzliwe emocje, ale za razem dziwiłam się, ile cierpliwości ma w sobie ta kobieta, bo mimo tego co przeszła była w stanie trzeźwo wychowywać swoje dziecko i co najważniejsze- kochała je nad życie, chociaż było owocem traumy.
Plusem tego, że historia opowiedziana została oczami pięcioletniego Jacka jest to, że nadaje to tej książce pewnego uroku, niewinności i niekonwencjonalności. Minusem niestety jest to, że nie dowiadujemy się wielu ważnych rzeczy, np. nie poznajemy prawdziwego imienia Mamy oraz to, że wiele sytuacji i emocji widzimy jakby przez zamgloną szybę, bo wiadomo, że taki mały chłopiec odbiera każde zdarzenie inaczej.
Szkoda, że autorka nie rozwinęła trochę bardziej wątku z ojcem Mamy, chciałabym się dowiedzieć, jak potoczyły się jego relacje z córką.

No tak, rozpisałam się, jak zwykle przy książkach, które mnie wciągają! Tę polecam każdemu, wzruszająca, dająca mocno do myślenia, na pewno nie lekka lektura.

Zostaw po sobie komentarz, żebym wiedziała, że doczytał*ś do końca. Możesz np. napisać w nim, co u Ciebie. Po prostu daj jakiś znak życia.

Miłego tygodnia

Piosenka na dziś-> "Over the rainbow"- Peter Hollens cover
Cytat dnia: "Save the Earth, it's the only planet with chocolate."

czwartek, 26 maja 2016

"Wyklęta"- Joss Stirling


Witam!
 Wracam po długiej (jak na mnie) nieobecności i od razu się tłumaczę- jeszcze tydzień i skończą mi się wszystkie egzaminy (witamy w szkole muzycznej), więc będę miała w końcu czas na czytanie, a co za tym idzie na dodawanie recenzji. Teraz na długim weekendzie udało mi się przysiąść i napisać zaległe oceny książek, dlatego w najbliższym czasie kilka z nich pojawi się na blogu. 
A teraz zapraszam do przeczytania recenzji książki mojej ulubionej autorki!
Wiem, że recenzję ciężko się czyta przez kolory czcionki, ale mój blog wariuje i nie dam rady nic z tym zrobić. 
Podstawowe informacje!
Tytuł oryginalny: "Struck"
Autor: Joss Stirling
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 400 
 Co mówi opis?
Co mówię ja? 
To cudowne uczucie, móc znów wrócić do świata powieści ulubionej autorki. Co prawda historia jest zupełnie inna i nie dotyczy już braci Benedictów, ale styl pisania i tajemniczy klimat poprzedniej sagi pozostały.
Czytając "Wyklętą" strasznie się stresowałam kilkoma wydarzeniami, musiałam sobie powtarzać "spokojnie, to książka, nie moje życie". Ale dla pani Stirling charakterystyczne jest to, że nie wiadomo, co by się działo na końcu można spodziewać się romantycznego "happy endu". Ja osobiście to uwielbiam, przynajmniej nie mam po takiej powieści depresji, jak po co poniektórych historiach.
Kolejnym charakterystycznym elementem powieści Joss są obłędni bohaterowie płci męskiej. Kieran, tak samo jak Zed (najmłodszy z braci Benedictów), jest po prostu aniołem chodzącym po Ziemi. Raven ma ogromne szczęście, że się na niego natknęła. Poza tym tworzą razem przecudną parę, wręcz "książkową" ;) W ogóle wszystkie postacie są wykreowane niezwykle ciekawie, zaczynając od Kierana i Joe'go, przez panią dyrektor szkoły, aż po dziadka głównej bohaterki. O każdym dowiadujemy się tylko tyle, ile powinniśmy wiedzieć, nie za dużo, nie za mało.
Przyznaję się bez bicia, że sam początek historii mnie nie zachęcał- bałam się, że będzie to kolejna książka o ofierze losu, która boi się wychylić nosa zza drzwi swojego pokoju, ale zostałam mile zaskoczona- Raven okazała się by silną, młodą kobietą, która mimo przeciwności losu nie poddawała się. Co oczywiście nie zmienia faktu, że gdyby nie Kieran, na pewno byłoby jej dużo trudniej.
Sama fabuła powieści jest przegenialna i niepowtarzalna. Myślę, że w żadnej innej książce nie znajdziemy takie samego motywu. Żałuję, że historie pani Stirling są mniej znane niż te, w których w kółko powtarza się ten sam motyw- podział społeczeństwa, dziewczyna ratująca świat i trójkąt miłosny. Gwarantuję, że czytając "Wyklętą" nie będziesz się nudzić, bo po prostu się nie da przewidzieć, co będzie dalej. Świetnie przemyślany wątek szkoły kryminalnej, coś nowego, taki powiew świeżości między półkami, bardzo niestandardowy. Było dużo zagadek, ale za razem nie męczących, autorka powoli naprowadzała czytelnika na odpowiedni tok myślenia, ale nie narzucała się, dawała pole do popisu. Powieść bezdyskusyjnie pobudza nasze szare komórki.
I jeszcze informacja dla osób, które są zainteresowane kontynuacją sagi o braciach Benedictach- pisałam ostatnio z Joss Stirling, zapewniła mnie, że z informacji które ma wynika, że kolejne części tłumaczone są na polski! Polecam książkę "Wyklęta" każdemu, kto ma dosyć depresyjnych zakończeń i chce zaobserwować kwitnącą miłość między bohaterami. Przyjemna, szybko się ją czyta, po prostu idealna powieść ♥ 
To by było tyle na dziś, obiecuję, że jak tylko zdam wszystkie egzaminy posty będę dodawać częściej, ale tylko pod warunkiem, że każdy z Was będzie mnie do tego motywować, np. komentarzami.
Miłego tygodnia, cześć!
Piosenka na dziś-> CINDERELLA vs BELLE: Princess Rap Battle (Sarah Michelle Gellar & Whitney Avalon) 
Cytat dnia: "While you're so adored, where's your Academy Award?"  

piątek, 6 maja 2016

"Odrodzona" i "Wieczna"- C.C Hunter

Cześć!

Tydzień temu obchodziłam Wielkanoc, dlatego nie wstawiłam postu, ale dziś chcę to wynagrodzić podwójną recenzją! 
Przeczytałam na razie dwie książki z serii "Wodospady cienia po zmroku". Tak dobrze wrócić do ulubionych postaci ♥ 
Zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat "Odrodzonej" i "Wiecznej"!

Co mówi opis?
"Odrodzona"
Niestety nadal mam problem ze wstawianiem skopiowanego tekstu, więc kliknij tu, by przeczytać opis.
"Wieczna"
Kliknij tu po opis!
Co mówię ja? 
"Odrodzona"
Na początku bardzo ciężko było mi się znowu wdrożyć w ten specyficzny klimat obecny przy czytaniu "Wodospadów cienia". Musiałam przestawić sobie kilka trybików w głowie i zapamiętać, że teraz wszystko pokazane jest z perspektywy Delli, nie Kylie. Po kilka rozdziałach przyzwyczaiłam się i nie miałam z tym żadnych problemów.
Nowej głównej bohaterki często nie rozumiem, nie zgadzam się z jej wyborami, więc wolałam jednak, gdy historia opowiadania była z perspektywy Kylie. Ale z drugiej strony to miła odmiana- poznajemy inne podejście do sprawy istot nadnaturalnych. Della z biegiem czasu staje się inna, nie jest tak trudno dostępna i łatwiej jest się z nią dogadać. Chociaż znając jej problemy doskonale rozumiałam, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej.
Pojawiło się kilka szybkich akcji, typowych dla C.C Hunter, takich jak np. poród Holiday. Wszystko działo się w takim przewrotnym tempie, że nie nadążałam z przetwarzaniem informacji. To nie do końca mi się w tej powieści podoba, ale to tylko mały minusik na tle wielkich plusów.
Ciągle myliłam Chase'a z Chanem, dopiero pod koniec bez trudu rozróżniłam, o którego wampira chodzi. Bardzo się cieszę, że sporą rolę w "Wodospadach cienia po zmroku" odbywają stare postacie, które już doskonale znam, takie jak Burnett, Kylie czy Miranda. Zżyłam się z nimi i naprawdę miło jest znów o nich czytać.
Cudownie przedstawiona przyjaźń trzech dziewczyn, aż się robi ciepło na sercu gdy się czyta, jak bardzo są sobie oddane.
Co do trójkąta miłosnego, który niewątpliwie tu także się wkrada- w tej serii nie jest już tak zgrabnie wpleciony jak w poprzedniej, momentami nawet mi przeszkadzał. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach autorka nie przesadzi z obrotem akcji w tej kwestii.
"Wieczna"
Dosyć długo czytałam tę część, ale i tak wydawało mi się, jakby to była dosłownie sekunda. Autorka jak w każdej swojej książce budowała napięcie bardzo powoli, by nagle rozwiązać wszystko w jednym akapicie. To naprawdę ciekawe i nieczęsto spotykane zjawisko wśród historii fantasy. Jest to swego rodzaju terapia szokowa, ale ja już się do niej całkowicie przyzwyczaiłam.
Nie mogłabym nie odnieść się do trójkąta miłosnego- jestem totalnie Chase&Della shipper, Steve baaardzo mnie irytuje, tak samo jak Derek w pierwszej serii. Właśnie dlatego gdy czytałam kilka ostatnich stron tak bardzo bolało mnie serduszko- pani Hunter zbudowała pozorny spokój, już mi się wydawało, że w tej części problemy się skończyły, ale było to tylko chwilowe. Czekam z niecierpliwością na 12 maja, by dowiedzieć się, jak bohaterowie wybrnął z tej sytuacji.
Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem Dellę, która bardzo różni się od Kylie. Ale to dobrze, uznałabym, że coś jest nie tak, gdybym zgadzała się z każdym wyborem głównej bohaterki. Mam nadzieję, że w sprawach sercowych w trzeciej części nie zrobi nic za bardzo głupiego i nie będę musiała płakać do kartek.
Świetnie wplecione śledztwo, zagmatwane, ale nie za bardzo, czytelnik sam po dłuższym zastanowieniu dochodzi do rozwiązania, które nie jest tak banalne, jak może się wydawać.
Tę część czytało mi się bez wątpienia łatwiej pod względem głównej bohaterki, bo Della niewątpliwie baaardzo się zmieniła. Mam nadzieję, że to nie zepsuje się w "Niewypowiedzianej", na której premierę czekam z niecierpliwością ♥

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że doczytał*ś do końca, mimo długości tych dwóch recenzji. Zostaw pod wpisem komentarz, to mnie zawsze bardzo motywuje! 
Do napisania! 

Piosenka na dziś->  "Misty Mountains" -Peter Hollens, ft. Tim Foust
Cytat dnia: "Soon I'll be sixty years old and I'll think the world is cols or I'll have a lot of children who can warm me."