sobota, 4 lipca 2015

"Czerwona Królowa"- Victoria Aveyard

Witam!
Słońce ostatnio nieźle dopieka, można się usmażyć. Dlatego większość czasu spędzam na czytaniu. Recenzje w wakacje będą pojawiały się coraz częściej.
Zajrzyjcie do poprzedniego posta, prosiłam tam o pomoc, ale nikt nie skomentował. Więc jeżeli nie widzieliście tego wpisu to proszę, pomóżcie, bo cierpię na brak weny.
Jeżeli macie aska to zapraszam na profil o Percym Jacksonie, który niedawno założyłam http://ask.fm/PJPOLAND
A teraz zapraszam do przeczytania recenzji książki Victorii Aveyard- "Czerwona Królowa".
Co mówi opis?
"– Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów – recytuje z pamięci Tyberiasz, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu i w dniu następnych urodzin masz wstąpić do wojska. Chodzisz do szkoły nieregularnie, osiągasz słabe wyniki i masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu. […]
– A mimo to jest w tobie coś więcej. – Król wstaje, ja zaś przyglądam się z bliska jego koronie. Jej końce są nieprzeciętnie ostre. Jak sztylety. –  Coś, czego nie mogę pojąć. Jesteś jednocześnie Czerwoną i Srebrną. Ta osobliwość pociąga za sobą potworne konsekwencje, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Co zatem mam z tobą począć?"
Co mówię ja?
Opis dosyć nietypowy, bo jako fragment książki. Mimo to mniej więcej mówi, o co chodzi w powieści, ale daje także nutkę tajemniczości. Bardzo fajny pomysł.
Od początku i tak mniej więcej do środka książka była straszliwie podobna do "Rywalek". Ten sam schemat- biedna dziewczyna, kilkoro rodzeństwa, brak jedzenia w domu, najlepszy przyjaciel i nagle dziewczyna staje się kimś ważnym. Później trafia do pałacu, choć wcale tego nie chce i bla bla bla. Nawet większość postaci z "Rywalek" mogę przyporządkować do tych z "Czerwonej Królowej". Mare- America, Evangeline- Celeste itd. itp. To szczerze mówiąc troszkę mi przeszkadzało w czytaniu, bo nie natrafiłam wcześniej na powieść tak podobną do którejś, którą już czytałam.
Mimo to powieść nadrabia akcją. Nie było nudnych fragmentów, przez które ledwo przebrnęłam, z czego bardzo się cieszę, bo już mam naprawdę dość takich momentów. Psują one "fajność" całej książki. Tutaj wszystko szło szybko, jedno wydarzenie ciągnęło za sobą konsekwencje drugiego. Postacie bardzo z bardzo specyficznym podejściem do życia, oczywiście jak to bywa w tego typu powieściach pokazane jest zetknięcie zupełnie różnych światów i następuje ono nagle. Tutaj te światy to Czerwoni i Srebni, różni ich kolor krwi i umiejętności. No, chociaż są także wyjątki, takie jak Mare. Tutaj kończę ten wątek, zanim zacznę spojlerować.
I końcówka... O mój Boże, no nie mogła być gorsza. To znaczy, nikt się jej raczej nie spodziewał i jest masakrycznie zaskakująca, ale no... Nie można było dać tam jakiegoś happy end'u? Zakończenie złamało moje serce, podeptało i jeszcze przeżuło.
Podsumowując- powieść trzyma w ciągłym napięciu, nie mogłam się od niej oderwać, niestety jednak momentami myliłam Amy z Mare itd. To chyba największy minus.
Moja ocena to takie mocne 7\10 :)
Do następnego wpisu!


Piosenka na dziś-> https://www.youtube.com/watch?v=lExW80sXsHs
Cytat dnia: "Imagine all the people" 

piątek, 19 czerwca 2015

"Kraina jutra"- recenzja filmu.

Witam! ♥
Jestem już po wszystkim egzaminach, poszło mi nawet dobrze, teraz czekam na wyniki. 
Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki! 
I chciałabym podziękować za ponad 30 tys. wyświetleń! Jesteście wspaniali i kochani, dziękuję! Mam nadzieję, że jeszcze nie znudziły was moje przemyślenia i będziecie tu nadal zaglądać :)
Wspominałam już także, że chcę zmienić wygląd bloga. Prosiłam was o wybranie tła i dziękuję wszystkim, którzy zostawili pod tamtym postem swój komentarz. Niestety, nie będę mogła skorzystać waszych rad, bo dowiedziałam się, że tło które wybraliście będzie rozpikselowane :\ Więc będę musiała ustawić inne. Ale dziękuję wam za pomoc :)
A teraz zapraszam na recenzję filmu "Kraina Jutra"! 
Co mówi opis?
Dwoje bohaterów: uznany w dzieciństwie za geniusza, a obecnie rozczarowany życiem Frank oraz inteligentna nastolatka przepełniona zamiłowaniem do nauki Casey, wyrusza na niebezpieczną misję, której celem jest odkrycie tajemnicy miejsca zagubionego w czasie i przestrzeni, znanego jako "Kraina jutra".

Co mówię ja?
Film bardzo mi się spodobał. Chociaż miałam wrażenie, że fabuła się nie klei. Ogólnie cała produkcja była poplątana i troszkę nie jasna, ale nie zwraca się na to większej uwagi oglądając. Czułam też, że niektóre wątki są nie do końca wyjaśnione i aż zbyt zagmatwane. Jednak film nadrabia niezwykłymi zwrotami akcji i wspaniałymi scenami walki. W niektórych momentach aż dech zapiera w piersiach ze strachu, co będzie dalej. Nie zabrakło także wzruszeń... Może jeszcze ktoś z was obejrzy ten film, więc nie chcę spojlerować, ale jest kilka takich scen, które mocno ściskają za serce. Szczerze mówiąc było kilka takich momentów, w których mówiłam "Aha... Okay.", bo akcja była lekko dziwna i niejasna. Mimo to po wyjściu z sali byłam oszołomiona całym filmem, co oznacza, że był on naprawdę dobry. A co poniektóre teksty naprawdę mnie  rozwaliły, pomimo poważnej akcji można było się pośmiać. Główną ideą filmu jest uświadomienie ludziom, co może stać się z naszą planetą, jeżeli nie zaczniemy reagować na zagrożenia ze strony dzisiejszego środowiska. I naprawdę po wyjściu z sali głęboko zastanawiałam się nad zniszczeniami, które następują na Ziemi. Jeżeli nie chcemy odliczać dni do zagłady, musimy zacząć reagować- to główne przesłanie filmu.  Chętnie poszłabym na "Krainę jutra" jeszcze raz, ponieważ pomysł na produkcję jest bardzo dobry, tak samo jak obsada.

Co do obsady...
George Clooney... No co tu dużo mówić, cudowny. Potrafił zagrać miłość do dziewczynki, którą poznał jak był mały, a ona nie urosła i gdy był już dorosły nadal ją kochał... Podziwiam go, bo to naprawdę trudne do zagrania. Jest wiarygodny w każdej scenie, on nie gra, on opowiada sobą historię. Podziwiam także dziewczynkę, która grała Athenę, czyli Raffey Cassidy. Zagrała w filmie z Clooneyem, co chyba o czymś świadczy. Jest naprawdę cudowna. W jej oczach widać każdą emocję, nie było żadnego zachwiania. Mistrzostwo. Brittany Robertson także świetnie grała, jednak nie zachwyciła mnie tak bardzo jak swoje poprzednio wspomnianych aktorów. Oczywiście Hugh Laurie jak zwykle tajemniczy, a mimo to zabawny i dramatyczny jednocześnie. Pierce Gagnon oraz Thomas Robinson są straszliwie słodcy i cudni ♥

Podsumowując- serdecznie polecam film fanom produkcji fantasy. Wzruszająca, piękna, niezapomniana i dająca do myślenia "Kraina jutra" już w kinach!. ♥ 

Piosenka na dziś->  https://www.youtube.com/watch?v=ijIPmhvhtr0
Cytat dnia: "Wszyscy jesteśmy wariatami, tylko nie wszyscy jesteśmy zidentyfikowani."


czwartek, 4 czerwca 2015

"Will Grayson, Will Grayson"- John Green, David Levithan

Cześć! ♥
Wysyłam wam spóźnione życzenia z okazji dnia dziecka! ♥ Mam nadzieję, że poniedziałek minął wam świetnie, tak samo jak mi :)
Dziś zapraszam was na długą recenzję kolejnej książki Greena :) Obiecuję, że następna będzie krótsza! I następnym razem będzie to recenzja filmu... A jakiego? Zobaczycie za tydzień.
A teraz, zapraszam! ♥
Co mówi opis?
Pewnego zimnego wieczoru w Chicago przecinają się ścieżki dwóch Willów Graysonów. Nazywają się tak samo, ale do tej chwili żyli w zupełnie różnych światach. Teraz ich życie rusza w całkiem nowym i nieoczekiwanym kierunku. Po drodze jest miejsce na przyjaźń i miłość, muzykę i futbol, a emocjonalna plątanina znajduje kulminację w najbardziej szalonym i spektakularnym musicalu, jaki kiedykolwiek wystawiono na deskach licealnych scen.

Co mówię ja?
Czytałam o tej książce bardzo dużo dobrych opinii. Ludzie mówili, że to najlepsza książka Greena. Ja za to mówię zdecydowane- NIE.
Na okładce znajdziemy znak "MYŚL-NIK". Oznacza to, że powieść powinna "zmusić nas" do myślenia. Ja nie myślałam przy niej ani trochę. Było tam kilka momentów, przy których trzeba było wytężyć mózgownicę, ale to jeszcze nie powód, że pisać, że cała opowieść skłania do myślenia. Oczywiście, pewnie znalazły się osoby, które rozmyślały nad sytuacjami zaistniałymi w historii długo, ale ja po prostu przewracałam kolejne strony.
Czasem niektóre momenty były tak zagmatwane, że musiałam przypomnieć sobie, co się działo ileś tam stron wcześniej, żeby załapać, o co chodzi w całej sytuacji. Mam wrażenie, że książka jest niedopracowana, nie do końca przemyślana.
Fajne jest to, że da się odróżnić dwóch Willów, ponieważ jeden pisze każde zdanie mała literą. Na początku to mnie wkurzało, ale później się do tego przyzwyczaiłam. Autor  na końcu mówi, że Will postrzega siebie jako człowieka "pisanego małą literą", dlatego jego rozdziały są tak nietypowo sformułowane. Możecie mnie uznać za ignorantkę, ale ja uważam, że to bardziej po to, żeby odróżnić dwóch Willów.
Obrzydza mnie Kruchy. Wiem, że jest on przedstawiony w książce niekorzystnie specjalnie, ale no... Jak wyobrażam sobie niektóre sceny z nim, to aż mnie mdli. Jest chyba najgorszym z bohaterów w tej książce. Według mnie, oczywiście.
Zakończenie... Z jednej strony wszystko skończyło się w odpowiednim momencie, a z drugiej nie. Mam wrażenie, że historia z Maurą nie jest wyjaśniona. Nawet nie jest jakoś specjalnie kontynuowana. Na początku jest takie "BUM!", a później ten wątek schodzi na drugi plan i już nie powraca. Już zdążyłam się przyzwyczaić, że w książkach Greena wszystko kończy się bez wyjaśnienia, jednak nie zaczerpniecie tego wątku wyjątkowo mnie wkurzyło, bo uważam, że można go było nieźle pociągnąć, zrobić z niego fajną akcję z happy endem.
I po tym musicalu spodziewałam się troszkę więcej. W końcu miał być "spektakularny", a był... Według mnie przeciętny. Oczywiście, był nietypowy, ale nie zwalił mnie z nóg. Tak samo jak akcja Willów, którą organizowali. To było słodkie i w ogóle urocze, ale no... To nie to, czego oczekiwałam.
Sądziłam, że będzie więcej wątków z dwoma Willami. A więcej było wątków Kruchy-Will. A sądzę, że książka byłaby o wiele ciekawsza, gdyby oba Graysony wpadały na siebie częściej, bo są zupełnie różni i to jest w nich fascynujące. Po za tym opis książki mówi nam właśnie wokół nich będzie rozgrywana cała historia... A tu niespodzianka, głównym bohaterem stał się Kruchy Cooper.
W całej historii króluje wątek homoseksualny. W książkach Zielonego (choć akurat "W.G., W.G" nie jest tylko jego dziełem) zawsze poruszane są delikatne tematy, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale uważam, że ta powieść jest aż zbyt odważna, że trochę przesadził. Ale może jestem przewrażliwiona, nie wiem.
Cały początek był okay, nawet mi się podobał, chociaż nie wciągnął mnie jak np. początek "Gwiazd naszych wina". Ale środek... niezbyt dobry. Tak samo końcówka. Mam wrażenie, że książka jest niekompletna. W każdym razie, jeżeli jesteście fanami twórczości Greena warto sięgnąć po "Will Grayson, Will Grayson" i sprawdzić, czy mówiłam prawdę i czy się ze mną zgadzacie.

Hu hu, to się rozpisałam! ^^
Mam jednak nadzieję, że dotrwaliście do końca i mimo moich nie za dobrych opinii o książce Greena i Levithana sięgniecie po nią i opiszecie mi swoje wrażenia.

Przepraszam, żę ta recenzja jest taka obszerna, ale po prostu chciałam wypisać wszystkie swoje odczucia, a jak widać troszkę ich tu dużo... Troszkę. :D
Do następnego wpisu! *-*

Cytat dnia: "We are the heroes of our times, but we're dancing with the demons in our minds."- cytat z piosenki "Heroes"- Mansa Zelmelrowa ♥


sobota, 23 maja 2015

"Urodzona o północy"- C.C Hunter

Hejoszki! ♥
Wczoraj ogłosiłam wyniki konkursu- obie dziewczyny już zgłosiły się po nagrody. Niestety, nie wszyscy umieją pogodzić się z przegraną... Wejdźcie tu (https://www.facebook.com/kuinawiblog/posts/465458250296239) i przeczytajcie, co wypisywała do mnie jedna uczestniczka. Śmieję się przez łzy widząc, jak bardzo bulwersuje się, bo nie wygrała :')
Mam w tym tygodniu egzaminy końcowe z fortepianu i skrzypiec, więc trzymajcie mocno kciuki!
I mam pytanko- co mogę zmienić w blogu, co jest nie tak? Będę wdzięczna za komentarze i rady. Możecie także pisać, co wam się podoba.
A teraz zapraszam na recenzję cudnej książki, jaką jest "Urodzona o północy". ♥
Co mówi opis?

Życie Kylie Galen zdaje się walić w gruzy. Umiera jej ukochana babcia, rzuca ją chłopak, jej rodzice się rozstają, a w dodatku ciągle widuje dziwną postać, której nikt poza nią zdaje się nie zauważać… Pewnego wieczora Kylie Galen ląduje na nieodpowiedniej imprezie z nieodpowiednimi ludźmi i to zmienia jej życie na zawsze. Matka wysyła ją do Wodospadów Cienia – na obóz dla trudnej młodzieży. Sformułowanie „trudna” jednak niezupełnie określa jej współobozowiczów. Okazuje się, że wraz z nią mieszkają tu wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, czarownice, elfy i inne nastolatki o ponadnaturalnych zdolnościach. Nikt nie wie jednak, jakie umiejętności ma Kylie… Jakby życie nie było wystarczająco skomplikowane, na scenie pojawiają się Derek i Lucas – półelf i wilkołak, którzy zajmują znaczące miejsce w życiu i sercu Kylie.


Co mówię ja?
Jedna z moich czytelniczek poprosiła mnie o ocenienie tej książki, bo wszyscy się nią zachwycają, a ja mam zazwyczaj obiektywne oceny (dziękuję, bardzo mi miło :D). Najpierw próbowałam zdobyć powieść w Matrasie- nie było. Miałam w planach zakupienie jej na targach książki, ale w końcu zdobyłam ją w Empiku. I muszę przyznać, że to jedna z książek wartych swojej ceny.
Rozumiem zachwyt "wszystkich", naprawdę. Książka już od samego początku wciąga nas w tajemniczy klimat typowy dla powieści fantasy, choć zaczyna się zwyczajnie. W ostatnim poście dodałam taki cytat "Wszystko zaczyna się normalnie, dopóki nie zorientujesz się, że coś jest nie tak.". Te słowa idealnie pasują do "Urodzonej o północy".
Ale żeby nie było tak kolorowo musze przyznać, że niektóre sytuacje w książce pojawiają się tak... Znikąd. Staram się nie spojlerować, więc ciężko rozwinąć mi ten wątek, ale chodzi mi o to, że rozmawia dwójka bohaterów i nagle sytuacja radykalnie się zmienia, tak po prostu, bez ładu i składu. To chyba jedyny minus.
Może się wydawać, że to kolejna książka o dziewczynie która nie może wybrać pomiędzy dwoma chłopakami i musi uratować świat. Może i tak jest, ale czytając naprawdę się tego nie czuje. Lucas na początku jest postacią negatywną i mało kto spodziewa się takiego zwrotu akcji. I tak naprawdę wolę go od Dereka. Są strasznie różni, ale według mnie ten pierwszy bardziej pasuje do Kylie. Przyjaciółki dziewczyny są bardzo specyficzne, ale bardzo mi się to podoba, w końcu książka bez tego wątku "idealnej przyjaźni".
Powieść jest pełna zaskoczeń, są momenty, w których trzeba odłożyć książkę i ochłonąć, dopiero później można czytać dalej, a to naprawdę dobrze o niej świadczy.
Podsumowując- polecam każdemu, kto lubi dobre historie fantasy, ponieważ "Urodzona o północy" jest jedną z przedstawicielek tego gatunku.
To już koniec recenzji, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca.
Do następnego wpisu, paaa!


Cytat dnia: "Don't believe me, just watch!" 

piątek, 22 maja 2015

WYNIKI KONKURSU!


Witam!
Nadeszła ta długo wyczekiwana przez wszystkich chwila...
Wyniki konkursu z nagrodą książkową, który ogłosiłam tu, na blogu, 18.04.2015r.
Dostałam po trzy prace w każdej kategorii- przypominam, że pierwsza dotyczyła opowiadania, a druga pracy plastycznej. Trochę mi przykro, że zgłosiło się tak dużo osób, a dostałam tylko 6 prac... Więc bardzo was proszę, następnym razem zgłaszajcie się tylko wtedy, gdy jesteście pewni, że weźmiecie udział.

A teraz koniec gadania! Czas na ogłoszenie wyników :)

W obu kategoriach przyznałam tylko pierwsze miejsce- uznałam, że wszystkie inne prace są cudne i nie mogłabym wybrać jednego drugiego miejsca.

Więc pierwsze miejsce w kategorii pisemnej oraz książkę "Nieautoryzowana biografia gwiazd Igrzysk Śmierci" otrzymuje...
"TA IRYTUJĄCA"! ♥
Gratuluję!


Pierwsze miejsce w kategorii plastycznej oraz komiks "Złodziej Pioruna" otrzymuje...
JULIA MAZUR! ♥
Tak samo gratuluję!

Proszę obie panie o zgłoszenie się na priv na moją stronę na fb, lub na mojego maila, potrzebuję waszego dokładnego adresu do wysłania nagrody.

Zamieszczę tu niżej obie wygrane prace- dzieła, które nie wygrały także zamieszczę na blogu, oczywiście za zgodą autorów :)

I teraz tłumaczę, dlaczego wybrałam akurat te prace.
Praca pisemna naprawdę mnie urzekła, wzruszyłam się czytając ją. Strasznie podoba mi się pomysł napisania opowiadania z perspektywy książki- jest to coś nowego, coś, czego wcześniej nie widziałam.
Byłam pod wielkim podziwem pracy, jaką włożyła w swoje dzieło Julia, naprawdę. Praca nie jest kolorowa, ale naprawdę mi to nie przeszkadza. Narysowała tyle książek, napisała tyle tytułów... I praca jest związana z blogiem, co też jest bardzo ważne :)

Gratuluję wszystkim uczestnikom, każda praca była naprawdę cudna! ♥
I proszę, aby osoby które nie wygrały nie miały do mnie zbędnych pretensji- werdykt to moje zdanie, moja decyzja, nikt ani nic innego nie miało na mnie wpływu, tym bardziej, że żaden z moich znajomych nie wziął udziału w konkursie.
Teraz zapraszam do zapoznania się z pracami, które wygrały c:



Z INNEJ PERSPEKTYWY
(opowiadanie "Ta Irytująca")

 

Dzień jak codzień. Chłopiec, który mnie wypożyczył pomazał moje kartki. Czuję się zbrukana. Zagiął moje strony, nie licząc się z mymi uczuciami. Zostałam rzucona pod łóżko i pozostawiona. Lecz chyba w końcu ruszył swoją głową i wydobył mnie z otchłani ciemności. Szybko i dosyć niezdarnie wepchnął mnie do swojej szkolnej torby. Cuchnęło w niej pleśnią. Jego podręczniki ścisnęły mnie i zdusiły. Mijały godziny. Co chwilę potrząsał torbą, otwierał ją, zamykał, wyjmował niektóre rzeczy, a inne znów odkładał. W końcu skończył się jego dzień szkolny. Gdy schował ostatni zeszyt zauważył mnie. Biegł do biblioteki jak szalony. Chyba wiedział co grozi za nieoddanie książek do biblioteki. Albo poprostu mu ciążyłam. Nie pamiętam już kto ostatnio traktował mnie jak księżniczkę. Jak najcenniejszy skarb na świecie. Usłyszałam jak otwierał drzwi i chwilę potem włożył dużą dłoń do torby. Brutalnie wyciągnięta, zostałam podana znudzonej bibliotekarce. Nawet nie chce jej się sprawdzać jak mnie traktował. Czy nie jestem uszkodzona. Powoli żuła gumę, gdy odkładała mnie wśród moje siostry i braci. Wszyscy czekaliśmy na kogoś z sercem kto nas pokocha. I tak mijało nasze życie, aż do momentu rozpadu stron. Byłam wypożyczana niewiele razy, pamiętam prawie każdego, kto mnie wziął. Co z tego, że jestem bardzo poszukiwana przez ludzi jak i tak okazuje się, że moja fabuła ich odpycha po pierwszych słowach. Nie chcą się zagłębić dalej. Są powierzchowni.

Mijały dni. Miesiąc, drugi. I nagle usłyszałam rozmowę bibliotekarki z dziewczyną. Była młoda, sądząc po głosie. Pytała o mnie. Kobieta wskazała jej właściwy regał, a ta ruszyła przed siebie sprężystym krokiem. Przesuwała bystrymi oczami po grzbietach moich pobratymców i w końcu natrafiła na mnie. Piękny uśmiech rozjaśnił jej i tak już śliczną buzię. Delikatnie wyjęła mnie z półki i z uczuciem przyglądała się mojej okładce. Podeszła do bibliotekarki, która miała na imię Sara.

- Nie chcę jej wypożyczyć, tylko kupić. Czy mogłabym? - pyta ostrożnie, a ja czuję się najszczęśliwszą książką na ziemi. Sara przygląda się jej chwilę i kiwa głową. Na chwilę czuję na sobie jej zimne palce, które oceniają moją wartość.

-Dziecko musisz mi dać dwadzieścia złotych jeśli chcesz ją mieć. Uwierz mi nie jest warta nawet tyle - ostrzega ją. Przykro mi się zrobiło. Ale widać, że dziewczyna nie zamierzała odpuścić, bo z kieszeni wyciągnęła banknot. Podała go kobiecie, która tylko pokręciła głową na znak dezaprobaty i wykreśliła mnie z tak zwanej Listy Obecności. Już nie byłam dla wszystkich. Tylko dla niej. Z podekscytowaniem wyszła z biblioteki. Powoli i ostrożnie włożyła mnie do plecaka wśród zadbanych zeszytów. Jechałyśmy chyba autobusem, a potem pieszo doszła do domu. Równie delikatnie jak mnie włożyła, tak wyciągnęła i odłożyła na biurko.

-Niedługo wrócę - obiecała mi. Ona czuje, że rozumiem. Że też mam uczucia. Minęła może godzinka jak wróciła. Nie zrobiła lekcji tylko od razu mnie pochwyciła i wygodnie rozsiadła się na łóżku. Najpierw obejrzała moje oszpecone kartki. Smutno westchnęła i pogładziła je z miłością palcem. Dla niej nie liczyło się, że jestem brudna. Ona kochała mnie całą.

-Jestem Julia i nigdy nic ci nie zrobię - obiecała. Z zafascynowaniem czytała kolejne strony, zagłębiając się w krainę baśni. Mijały godziny, a ona tylko czytała. Gdy ostatnie słowo do niej dotarło wybuchła szczerym płaczem. Osunęła mnie na bezpieczną odległość, by nie zmoczyć kartek i dalej płakała.

-Jesteś najlepszą książką jaką czytałam - wyszeptała do mnie i odgarnęła z twarzy pasmo swoich włosów. Teraz się uśmiecha. Jest szczęśliwa, bo mnie zabrała do domu. Nie żal jej pieniędzy za które mogła kupić książkę w znacznie lepszym stanie z piękniejszą okładką i z piękniejszym zakończeniem.
W końcu odnalazłam dom, a Julia -moja bohaterka- mnie uratowała. Zostałyśmy rodziną już na zawsze, a ona co rok na nowo odkrywa tą samą historię i wciąż mnie kocha.                 
                                         
 A tutaj widzicie pracę użytkownika "Ta Irytująca" :)

Dziękuję za przeczytanie posta, mam nadzieję, że w następnym konkursie dostanę więcej zgłoszeń! ;)

Cytat dnia: "Show must go on!"- krótkie, ale z przesłaniem ♥

piątek, 8 maja 2015

"Love, Rosie"- Cecelia Ahern

Witam! ♥
Na wstępie przypominam, że do końca konkursu pozostał już zaledwie tydzień, a prac mam bardzo mało. Podsyłam jeszcze raz link do konkursowego wpisu-> http://kuinawi-blog.blogspot.com/2015/04/uwaga-konkurs.html
W środę jadę na trzydniową wycieczkę do Torunia, nie mogę się już doczekać!
28.05 mam egzamin dyplomowy ze skrzypiec i fortepianu, trzymajcie kciuki!
A dziś zapraszam na recenzję wspaniałej książki, pt. "Love, Rosie".
Co mówi opis?
UWAGA! Książka była wcześniej wydana pt.: "Na końcu tęczy".

Po wzruszającym "PS Kocham Cię" następna powieść Cecelii Ahern została przeniesiona na srebrny ekran. W rolę Rosie wcieliła się Lily Collins, doskonale znana z filmów "Królewna Śnieżka", "Dary Anioła: Miasto kości" czy "Porwanie", Alexa zagrał Sam Claflin, odtwórca głównych ról w filmach "Uśpieni", "Królewna Śnieżka i Łowca", "Igrzyska śmierci".

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

Czy warto czekać na prawdziwą miłość? Czy każdy z nas ma swoją "drugą połówkę"? Może dowiemy się tego po lekturze tej ciepłej i wzruszającej powieści.

Co mówię ja?
MISTRZOSTWO.
Czytałam tę książkę dosyć długo (czy ostatnio za często to powtarzam?), ale nie dlatego, że była nudna, tylko z powodu braku czasu. Teraz, gdy już ją skończyłam mam ogromnego kaca książkowego.
W żadnej powieści, ale to w żadnej upływ czasu nie jest tak pięknie pokazany jak tu. Emocje i sytuacje bohaterów zmieniają się jak w kalejdoskopie, są szczęśliwi a za chwilę zrozpaczeni. Mają przy sobie bliskie osoby, a nagle stają się zupełnie samotni. To jest niesamowite i naprawdę daję do myślenia.
Bohaterów zaczynamy poznawać, gdy mają kilka lat, piszą z błędami ortograficznymi. Następnie przechodzimy w fazę szkolnych nastolatków, gdzie narzekają na nauczycieli i kolegów. I wtedy, przy balu, wszystko odwraca się do góry nogami. Staram się nie spojlerować, ale od tego momentu każda nawet najmniejsza rzecz zaczyna się komplikować. To straszne, ale uczy nas przestrzegania pewnych zasad i pilnowania swojego życia.
Piękne jest także to, że książka napisana jest w formie listów, e-maili i czatu, co jest dosyć nietypowe, ale bardzo mi się spodobało. Cieszę się, że autorka ukazała także piękno tradycyjnych listów, ponieważ w XXI wieku taka forma porozumiewania się staje się rzadkością.
Przy czytaniu epilogu, który jest napisany jako normalny rozdział, nie e-mail czy czat, ciężko było się przyzwyczaić do takiej formy w tej książce. Mimo to, płakałam jak bóbr. Nie chciałam, by ta powieść się kończyła.
Kiedy byłam przy końcu książki czułam pewien rodzaj tęsknoty za tym, co było na początku powieści, co nie zdarza się często. A to świadczy o tym, że historia mnie wciągnęła i nie chciała wypuścić.
Podsumowując, polecam "Love, Rosie" każdemu. Nastolatkowi, staruszkowi. Książka pokazuje życie, uczy nas, że nie wolno rezygnować ze swoich marzeń i trzeba mówić otwarcie o wszystkich swoich uczuciach.
I to już koniec recenzji na dziś, dziękuję za przeczytanie. Wpadnij jeszcze kiedyś  ♥
Życzę miłego tygodnia i do następnego wpisu!


Cytat dnia: "Czasem trzeba przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę." 

piątek, 24 kwietnia 2015

"Zniszcz ten dziennik" -recenzja nietypowa.

Witam! ♥
Wiecie jaki dzień był wczoraj? Tak! To Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich!
Ja dziś idę do białostockiej Opery na targi książki, pozbierałam już wszystkie oszczędności! Może kogoś spotkam?
Przypominam także o KONKURSIE Z NAGRODĄ KSIĄŻKOWĄ, więcej informacji znajdziecie w poprzednim poście. Termin nadsyłania prac mija 18 maja!
A teraz zapraszam na dosyć nietypową recenzję. Nie będzie to ocena zwykłej książki, tylko sławnego na całym świecie dziennika :)
3..2..1... Zaczynamy!
Co mówi opis?
Światowy bestseller, którego nakład przekroczył już ponad 2 mln egzemplarzy! To książka inna niż wszystkie, które dotąd widzieliście. To dziennik który pozwala przekształcić destrukcję w kreację, uruchomić wyobraźnię i wyrazić swoje emocje! Wykorzystując pomysłowo, lecz osobliwie zilustrowane szablony, uznana artystka Keri Smith zachęca do dokonywania aktów destrukcji i eksperymentów w dzienniku, aby rozbudzić prawdziwy proces tworzenia. Ideą dziennika jest jego kreatywne „zniszczenie”, „pobrudzenie”, „postarzenie” poprzez dowolną, bardzo osobistą, czasem abstrakcyjną, ale zawsze twórczą interpretację zadań zaproponowanych na jego stronach. Polecenia te mogą wydawać się niekonwencjonalne: dziurawienie stron, malowanie dłońmi, zalewanie kawą, zgniatanie kartek czy zabranie dziennika pod prysznic - nie należy jednak rozumieć ich zbyt dosłownie ale jedynie jako podpowiedzi mające na celu wykorzystanie własnej wyobraźni do różnych form artystycznego wyżycia się i utrwalenia swoich stanów ducha, wrażeń i obserwacji z otaczającego świata. Każdy dziennik jest niepowtarzalnym dziełem jego twórcy oddając jego osobowość i postrzeganie rzeczywistości.
 Co mówię ja?
Wiele osób obraża tę książkę (a zarazem jej autorkę), a tak naprawdę nie rozumieją prawdziwego sensu dziennika. Mówią, że niszczenie książek jest karygodne... Ale właśnie dlatego to nazywa się "dziennik", a nie "książka". I sądzę, że takie rozdrabnianie się nad każdym ściętym drzewem jest wręcz żałosne. Ludzie mówią "To lepiej zrobić coś takiego z zeszytem". Ale czy zeszyt to nie jest kolejne ścięte drzewo? Niektórzy powinni pomyśleć, zanim coś napiszą.
Stworzenie dziennika do kreatywnej destrukcji było bardzo fajnym pomysłem. Jest to coś nowego, świeżego, oryginalnego- coś, co połączy plastykę z czytaniem i do tego dołączy jeszcze dobrą zabawę.
Są dwa typy ludzi, którzy ten dziennik kupili.
1) Osoby, które dziennik ozdabiają i dbają o niego.
2) Osoby, które dziennik zgodnie z zaleceniami niszczą.
I zaliczam się raczej do tej drugiej grupy. Nie mam talentu plastycznego, więc ozdabianie na dobre by nie wyszło. Postanowiłam więc zgodnie z zaleceniami autorki niszczyć swój dziennik. Jeszcze nie mam w nim zrobionych wielu zadań, ale po prostu nie mam za dużo czasu na wypełnianie dziennika. Kiedy byłam u koleżanki jej młodsza siostra powypełniała mi kilka stron, za co jestem jej wdzięczna, bo rysunki są naprawdę urocze c:
Dziwią mnie także osoby, które piszą "To tylko strata czasu i pieniędzy."
Bardzo mi miło, że ludzie tak dbają o moje oszczędność i czas, ale to ja chcę decydować, co będę z nimi robiła. I akurat zachciało mi się wydać 30zł na dziennik. I nie żałuję, że go kupiłam. Zobaczyłam, że to naprawdę świetna forma destrukcji- nie bezmyślna i bezuczuciowa, a kreatywna. Można się przy tym uśmiać, pobawić. I bez większych konsekwencji.
Podsumowując- polecam "Zniszcz ten dziennik" osobom, które uwielbiają malować, rysować i bazgrać, ale także tym, które lubią od czasu do czasu coś zniszczyć. Tak jak już kiedyś mówiłam "Fajnie jest czasem walnąć w ścianę czymś innym niż głową" :)


I to było na tyle w tej recenzji, mam nadzieję, że wam się spodobała i przeczytaliście ją do końca.
Zostawcie komentarz, poczytajcie starsze posty i wpadnijcie jeszcze kiedyś, będę na was czekać! :D




Piosenka na dziś-> https://www.youtube.com/watch?v=PJ0SlQx5DTY
Cytat dnia: "Okłamałaś mnie jednocześnie mówiąc mi prawdę? Muszę to kiedyś wypróbować."